Let’s start(up)

Przez wszystkie przypadki. We wszystkich mediach. W szerokim kontekście. To już nie jest bańka tylko olbrzymi balon. Start-upy, czyli nowopowstające firmy, na punkcie których oszalała nie tylko Polska, ale cały świat. Powodem tej zbiorowej histerii są spektakularne przypadki sukcesów ludzi, którzy za nimi stoją. Pozornie to dziwne, ponieważ za kulisami sukcesów jest znacznie mniej - więcej tam straconych pieniędzy inwestorów, nerwów, niespełnionych nadziei i zupełnie niespektakularnych upadków.

Skoro blisko osiemdziesiąt procent startupów upada w pierwszych trzech latach swojej działalności, co powoduje fascynację tym zjawiskiem ?



Pierwszy powód to pieniądze. Mit „od pucybuta do milionera” dzisiaj realizowany jest w formule dwa zero tj. „od startupowca – do miliardera”. Kto z nas nie słyszał o fortunie najmłodszego z miliarderów świata - właściciela Facebooka, Marka Zuckerberga? To tylko ostatni, najgłośniejszy przypadek. Nie sposób zliczyć transakcji mniejszych, raptem za parę miliardów dolarów, a transakcji wielomilionowych jest już tak dużo, że codziennie można by tworzyć ich długą listę.

Drugi powód to pozorna prostota. Liczne przykłady pokazują, że można stworzyć świetnie prosperujące firmy wyceniane na ogromne pieniądze w relatywnie prosty, tani sposób. To przyciąga do startupów tych, którzy wierzą, że ich pomysł wystarczy.

Kolejny powód to czas. Droga od zera do bohatera, oczywiście w sensie finansowym, zajmuje nie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, ale w najgorszym wypadku kilka. Google, Facebook, Instagram, Skype, Youtube, by wymienić tylko kilka najbardziej znanych, budowały swoje miliardowe kapitalizacje w ciągu paru lat. Czas bardzo szybko weryfikuje te wyceny, o czym boleśnie przekonał się np. MySpace, Yahoo czy Altavista.

Istotnym powodem zainteresowania startupumi są również ludzie. A nawet całe środowisko, dodajmy dość specyficzne, bo napędzane pozytywnymi emocjami i wiarą w sukces. To środowisko obfitujące tak w globalne, jak i lokalne autorytety. To środowisko żyjące w pełnej symbiozie i trochę nazbyt cieplarnianych w Polsce warunkach. Po stronie inwestorów - dostatnie w pieniądze, gotowe na ryzyko, głodne sukcesu, ale jeszcze niezbyt doświadczone. Po stronie przedsiębiorców i pomysłodawców – ambitne, również głodne sukcesu i splendoru, systematycznie coraz bardziej kompetentne, z otwartymi głowami i świadome możliwości.

Startupami zajmuję się od kilku już lat. Miałem dużo szczęścia spotykając na swojej drodze wspaniałych ludzi, dzięki którym udało mi się zbudować i sprzedać dwa pierwsze technologiczne projekty. Dzisiaj, jako inwestor, mam za sobą kilkadziesiąt decyzji inwestycyjnych. Wciąż nie wiem co decyduje o tym, że bardzo niewielka ich liczba była trafna. Tym chętniej zdecydowałem się na łamach blogu dzielić doświadczeniem i przemyśleniami, dokonywać analiz oraz wiwisekcji wybranych projektów. Licząc na otwartą, pełną konstruktywnych argumentów polemikę – zapraszam do lektury.
Trwa ładowanie komentarzy...